T.Love – Orajt (2026)
Płyta przede wszystkim dla fanów, w zasadzie tak jak i wszystkie od czasów Old is Gold.
Płyta przede wszystkim dla fanów, w zasadzie tak jak i wszystkie od czasów Old is Gold.
Wychodzą. Równym krokiem na scenę wkroczyła cała czwórka. Chwycili się za ręce i stanęli w niemym bezruchu, w pozie przypominającej Queen z klipu Radio Ga Ga. Triumfujące spojrzenie w publikę i bijąca w całej okazałości pewność siebie. Oto i The Darkness.
T.Love w świetnej formie i nastrojach!
Szkoda, że całość, mimo biletów w przystępnej cenie, zgromadziła tak mało zainteresowanych. Pod tym względem Szczecin wypada po raz kolejny słabo – i trudno zrozumieć dlaczego.
Mając w pamięci nieco bezbarwny występ Scorpions z Tarnowa, nie nastawiałem się na wiele. Tym milej zaskoczyło mnie niemal wszystko, co zobaczyłem.
Właściwie to już w połowie występu, byłem gotów wyzwać na walkę konną lub pieszą każdego, kto ośmieliłby się głosić, iż The Darkness nie są najlepszą, koncertową grupą świata.
Nie ukrywam, że po „Krzyżakach” spodziewałem się znacznie więcej.
Sam zespół? Olśniewający i jedyny w swoim rodzaju. Pomimo upływu lat Panowie nie stracili młodzieńczej fantazji ani poczucia frajdy z tego co robią. Fenomenalna jak zawsze sekcja rytmiczna hipnotyzowała rozemocjonowanych fanów
Nikt nie opuszczał klubu niezadowolony!
Koncert upłynął w niezwykle sympatycznej i ciepłej atmosferze, a Kravitz okazał się mistrzem w skracaniu dystansu z publicznością