Lenny Kravitz, Warszawa, Torwar, 09.11.2011
Koncert upłynął w niezwykle sympatycznej i ciepłej atmosferze, a Kravitz okazał się mistrzem w skracaniu dystansu z publicznością
Koncert upłynął w niezwykle sympatycznej i ciepłej atmosferze, a Kravitz okazał się mistrzem w skracaniu dystansu z publicznością
Ozzy pomimo tysięcy koncertów jakie zaśpiewał wciąż wydaje się zafascynowany tym co robi. Kiedy nie śpiewa, na jego twarzy rysuje się uśmiech od ucha do ucha, kiedy śpiewa robi to z takim zaangażowaniem jakby opowiadał o najważniejszych rzeczach w swoim życiu.
Braki w setliście to jednak jedyny zarzut jaki tego wieczoru można było skierować w stronę samych Scorpions. Podczas niemal dwugodzinnego koncertu mieliśmy okazję usłyszeć największe przeboje formacji w naprawdę bardzo dobrym, energetycznym wykonaniu.
Zespół nie wyrażał większej ochoty do gry. Poza silącym się na nawiązanie jakiejkolwiek interakcji z publicznością Arturem Gadowskim, pozostali członkowie formacji zdawali się myślami pozostawać jeszcze w autobusie. Strasznie długo się tu do Was jedzie – powiedział po którymś utworze wokalista. Dziwnie grać tak za dnia… – rzucił innym razem
Być może jest to tradycyjne już „czepialstwo” Polaków, jednak kolejny raz byliśmy świadkami potraktowania naszej wersji Sonisphere w sposób macoszy.
Fajnie było zobaczyć, że dla niektórych artystów upływ czasu najwyraźniej nie ma żadnego znaczenia.
Każdy z zespołów zagrał uczciwe, pełne energii i pozytywnych wibracji koncerty.
Wybierając się na występy Perfect miejmy świadomość, że muzycy nie rozpieszczą nas zbyt długą grą, nie zaskoczą nas niekonwencjonalną setlistą, nie możemy również liczyć na ich szczególną ekspresję. Nastawmy się na krótkie, ale solidne show ze znanymi piosenkami i dobrą zabawę. Tylko tyle i aż tyle.
Między Blazem, a publicznością nawiązała się naprawdę niezwykła więź, co sprawiło że koncert miał wręcz niesamowitą atmosferę.
Mimo że muzycy zagrali bezbłędnie, a Cugowski śpiewał nieziemsko – po kaliskim koncercie pozostał niedosyt.