Lenny Kravitz, Warszawa, Torwar, 09.11.2011

Artykuł oryginalnie opublikowany na rockers.com.pl 12.11.2011 r.

Kto: Olivia Anna Livki, Lenny Kravitz
Gdzie: Warszawa, Torwar
Kiedy: 09.11.2011 r.
Setlista:
1. Come On Get It
2. Always on the Run
3. American Woman
4. It Ain’t Over 'Til It’s Over
5. Mr. Cab Driver
6. Black And White America
7. Fields of Joy
8. Stand By My Woman
9. Believe
10. Stand
11. Rock And Roll Is Dead
12. Rock Star City Life
13. Where Are We Runnin’
14. Fly Away
15. Are You Gonna Go My Way
Bisy:
16. I Belong to You
17. Let Love Rule

Przed gwiazdą wieczoru w roli supportu usłyszeliśmy występ Olivii Anny Livki. Wokalistka ubrana w żółty trykot z pióropuszem na głowie grała także na basie, a wspomagana była przez perkusistkę oraz sampler. Dziewczyny zaprezentowały awangardową porcję muzyki w stylu Peaches i wypadły przekonująco, dzięki wyraźnemu zaangażowaniu. Przez to, pomimo że stylistycznie występ ten raczej luźno wpisywał się w konwencję imprezy, spotkały się z ciepłym przyjęciem wyczekującej Kravitza publiczności.

Po niedługiej przerwie technicznej scena rozbłysła i pojawił się na niej ubrany w futerkową kamizelkę i znaczną ilość biżuterii Lenny. Koncert rozpoczął się od utworu z nowej płyty – Come On Get It – kompozycji bardzo przyzwoitej, której jedyne co można zarzucić to wrażenie, że została nagrana dwadzieścia lat wcześniej jako Suck My Kiss przez Red Hot Chili Peppers. W dalszej części występu usłyszeliśmy jeszcze trzy kawałki z nowego krążka oraz największe hity artysty.

Towarzyszący Lenny’emu zespół składał się z siedmiu osób. Obok perkusji, basu i gitary na scenie pojawiali się także klawiszowiec i trzyosobowa sekcja dęta. Zarówno wokal, jak i instrumenty brzmiały znakomicie. Lenny śpiewał bezbłędnie wyciągając wszystkie dźwięki z wersji studyjnych, a instrumentaliści zaprezentowali najwyższe światowe umiejętności. Szczególnie oklaskiwani byli muzycy z sekcji dętej, którzy mieli kilka niesamowitych partii solowych. Co naturalne, świetnie na żywo wypadały piosenki dynamiczne, jak Fly Away czy Are You Gonna Go My Way, ale doskonale sprawdziły się także spokojne ballady, śpiewane często falsetem, spośród których najlepiej zabrzmiała I Belong To You, zagrana już na bis, w kameralnym klimacie, kiedy Lenny i Craig Ross z gitarą akustyczną usiedli na brzegu sceny i do których dołączył później saksofon z partią solową.

Koncert upłynął w niezwykle sympatycznej i ciepłej atmosferze, a Kravitz okazał się mistrzem w skracaniu dystansu z publicznością. W trakcie występu zagadywał do niej, zachęcając do aktywności raz to stronę lewą, raz prawą, a co jakiś czas dopytywał, jak bawią się moi ludzie z tyłu. Kiedy zszedł do fosy oddzielającej scenę od publiczności wziął aparat od jednego z fanów i zrobił mu zdjęcie, później wypatrzył dziewczynę która po osłabnięciu siedziała pod barierkami w asyście służb medycznych i upewnił się czy wszystko z nią w porządku.

Po utworze Black And White America, podczas którego na telebimie wyświetlane były zdjęcie z jego dzieciństwa, żartował pytając czy poznaliśmy, że ten chłopiec z wielkimi zębami to on. W trakcie podziękowań ujawnił, że trębacz miał tego dnia urodziny po czym cały Torwar odśpiewał mu „sto lat”. W trakcie ostatniego utworu zrobił sobie wycieczkę w publiczność, obchodząc dookoła „golden circle”, tańcząc po drodze z fanami, dotarł w okolice konsolety realizatorów po czym wdrapał się na podwyższenie i razem z tylnymi rzędami śpiewał refren Let Love Rule. Ten kilkunastominutowy groove zwieńczony owacją publiczności zakończył koncert. Tego wieczoru nadzieje i oczekiwania chyba wszystkich uczestników się wypełniły. Był rock, funk, blues, gospel. Była świetna muzyka, pozytywne emocje i mnóstwo energii.