Ozzfest 2001, Toronto
Wszyscy uradowani opuszczali teren The Docks, a wśród nich ja szczęśliwy, że przynajmniej przez 90 minut mogłem obcować „na żywo” z tą heavy-metalowa legendą.
Wszyscy uradowani opuszczali teren The Docks, a wśród nich ja szczęśliwy, że przynajmniej przez 90 minut mogłem obcować „na żywo” z tą heavy-metalowa legendą.
Serwowany na sam początek albumu Name in Blood z miejsca powoduje przyspieszone bicie serca i uśmiech każdego fana ekipy Zakka Wylde’a. Dawno (od dekady?) nie słyszeliśmy na płytach Black Label Society tak znakomitej mieszanki szybkiego czadu z przebojowością, a to, czego chyba najbardziej ostatnio brakowało to wyraźnie słyszalna tu energia, radość z grania.
Od dwóch miesięcy pół miasta żyje koncertem żywej legendy, ikony rock’n’rolla – Ozzy’ego Osbourne’a. Dzień przed występem byłem tak nakręcony, że śniło mi się, iż sam Wielki Ozzy zaprosił mnie na piwo.