Chłopaki nie płaczą. Muniek Staszczyk bez ciemnych okularów w rozmowie z Piotrem Żyłką.
Emocje Plus Minus 2025

Z niedowierzaniem przeczytałem informację o premierze kolejnego wywiadu – rzeki z Muńkiem Staszczykiem. Była odważna rozmowa z Brzozowiczem, ponad 500-stronicowa spowiedź u Książyka, nie mówiąc już o własnej książce czy oficjalnej biografii TLove… oraz o tym, że rozmów z Muńkiem sporo było i jest, i w telewizorni i na YouTube.
Nie będzie żadnej rewolucji
Wszystko zostało powiedziane
W piosenkach, książkach i na ekranie
Wszystko zostało już sprzedane
chciałoby się zacytować w pierwszym odruchu utwór Zero TLove z 1998 roku.
Tym razem do rozmowy z Muńkiem stanął Piotr Żyłka – przedstawiający się jako introwertyk, wrażliwy dziennikarz, publicysta, autor głośnej, niezwykle popularnej książki – rozmowy ze ś.p. ks. Janem Kaczkowskim Życie na pełnej petardzie – ale i wielu innych, związanych z wiarą, kościołem.
Jak się okazuje o książce myślał od ładnych kilku lat – interesują mnie ludzie, którzy wyłamują się ze schematów i prostych społecznych oraz ideowych podziałów. Plus – jako człowiek wierzący i wątpiący równocześnie – odnalazłem w jego (Muńka – dop. MW) wypowiedziach podobny rys. Wskazuje też, że w życiu Muńka wydarzyło się wiele ważnych wydarzeń – udar, pandemia, śmierć taty, zostanie dziadkiem, czy – jak dopowiada sam Staszczyk – skończenie sześćdziesiątki.
Do jej powstania przyczyniły się dość nieoczekiwane wydarzenia, o czym autor pisze w epilogu, a wszakże nic się nie dzieje przypadkowo, chociaż tak często w to wątpiłem (TLove – Bóg z 1994).
A jaki autor miał plan na tę rozmowę?
Chciałbym spróbować przejść przez kilkanaście bloków tematycznych, w których będę pytał cię o to co w życiu jest najważniejsze. Mniej interesuje mnie twoja kariera muzyczna, bardziej chciałbym się przekonać, co dzisiaj jest w twojej głowie, sercu i duszy. (…) Mam też przeczucie, że twoja historia może dodać ludziom otuchy i siły.
Efekt?
(Muniek dop. MW) przechodzi samego siebie. Nie tylko ściąga okulary, ale, mam wrażenie, że także gacie. Wstrząsająca lektura. – podsumowuje dosadnie i dobrze bliski kolega Muńka, Grabaż. Ta książka jest bardzo szczera, poprzednia też była, ale tutaj już są flaki na zewnątrz. Nie wiem, czy dobrze zrobiłem, ale już tego nie cofnę – przeczytałem w wywiadzie Staszczyka z PAP. I faktycznie – choć wydawało się, że w rozmowie z Książykiem Muniek odsłonił siebie całego, a sama książka zaskakiwała otwartością i ekshibcjonizmem, tak tutaj sprawy zostały jeszcze bardziej pogłębione, rozgrzebane i przynoszą jeszcze więcej emocji. Schodzimy w szczegółach jeszcze niżej. Wystarczy rzucić okiem na tematykę poszczególnych rozdziałów – rodzice, TLove, miłość, Bóg, rodzina, Polska, wiara, udar… W każdy z nich wchodzimy głębiej, mocniej i szczerzej niż do tej pory. Jest więc ostrzejsza ocena małżeństwa rodziców, stanowczo wyartykułowane żale do własnej mamy, wraz z historią ich przepracowania, szczegółowa opowieść o poznaniu żony, ojcostwie, późniejszych romansach i zdradach, depresji, terapiach czy wprost – wbrew wcześniejszym rozmowom – o tym, że do samobójstwa brakowało doprawdy niewiele. Pierwszy raz mamy też wprost i szczegółowo opisany alkoholizm artysty i jego konsekwencje, trwającą walkę z nałogiem. A także sam udar, walkę o powrót do sprawności i jego skutki.
Jakby tego wszystkiego było mało, w jednym z rozdziałów głos przejmuje żona Muńka – która publicznie nigdy (?!) głosu nie zabierała. Ona również otwarcie i bez ogródek opowiada o konsekwencjach zdrad i stylu życia męża. Ale to tylko jeden z wątków równie ciekawej 30-stronicowej rozmowy, dzięki której poznajemy nie tylko Muńka i historię 36-letniego małżeństwa od innej, również też lepszej strony, ale i zyskujemy okazję poznać samą Martę Staszczyk, posłuchać jej opowieść o swoim codziennym życiu, rodzinie czy silnej wierze. To również, odważna, otwarta i wartościowa rozmowa.
A zatem porównanie do ściągniętych gaci wydaje się trafione, bo poziom intymności tych zwierzeń robi wrażenie. Momentami jest nieco przyciężkawo, a my możemy czuć się jak terapeuta czy spowiednik. O tytułowych łzach jest tutaj dużo, było wszak o nich także u Książyka (wielokrotnie płakałem nad sobą i swoją życiową sytuacją. Płakałem i nad sobą i nad tym co mnie poruszało). Tak jak i kompleksach i egocentryzmie – łzy przynoszą ulgę i oczyszczenie. nie powinniśmy się ich wstydzić. Upust artystycznego ego z poczuciem triumfu – bo wszystko skończyło się dobrze? Zadowolenie z opowieści typu syn marnotrawny – wzloty i upadki, kolejny sposób na publiczne przeprosiny (tak często przecież eksploatowany w ostatnich latach w tekstach – Ścierwo, 2005, Modlitwa, Marta Joanna od Aniołów, Dzieje grzechu, Święty)? Opowieść w stylu uważajcie dziatki i nie szalejcie za bardzo? Staszczyk pozostaje czujny: (…) nie chciałbym stwarzać nawet najmniejszych pozorów, że moja historia to opowieść o dobrym Muniusiu, co kiedyś był łobuzem, a teraz klęczy codziennie ze złożonymi rączkami i sprawa załatwiona.
Jako, że autor – w przeciwieństwie do przepytujących Muńka poprzedników – nie jest związany z branżą muzyczną, a bardziej z kościołem, siłą rzeczą temat wiary i wyzwań z nią związanych jest tu silniej zaznaczony. I są to jedne z ciekawszych i mocniejszych fragmentów książki.
Oczywiście wracamy też do tematów przerabianych wcześniej, autor nie powstrzymuje się też od tego, żeby zapytać skąd wypowiedzieć te najbardziej oklepane historie, chociażby skąd wzięła się ksywka Muniek czy jak powstała Warszawa.
Jak to wszystko podsumować? Mocna rzecz – to na pewno. Myślę, że Żyłce i odsłaniającemu nam się w pełni Muńkowi, udało się osiągnąć swoje cele. Dla wielu będzie świadectwem, a może i inspiracją, umocnieniem. Wiary, walki z nałogiem, wartości małżeństwa i walki o siebie, akceptacji innych poglądów, patriotyzmu. Pokazania, że nie trzeba się wstydzić. Swoich słabości, wiary, niedzisiejszych poglądów. Że największą przyjemnością dnia może być wspólne śniadanie z żoną czy różańczyk.
Mam nadzieję, że czytelnicy znajdą w naszych rozmowach coś, co umocni ich w przekonaniu, że walka o dobro ma sens. (…) Mimo tylu błędów i syfów, w które się wpakowałem, dalej tu jestem i się nie poddałem. Wy też się nie poddawajcie (…) Nie bójcie się prosić o pomoc.
Myślę, że wielu da to do myślenia. I w przeciwieństwie do wcześniejszych wywiadów, ten najbardziej kierowałbym poza zakres fanów Staszczyka i jego muzyki. To po prostu książka o ciekawych doświadczeniach życiowych i mądrych, ciekawych wnioskach. Książka prezentująca muńkową perspektywę na własne upadki, doświadczenia, tego, co nauczyło go życie. Jednocześnie mocno ryzykowna, w poprzednich Muniek, mimo wszystko trzymał, jeszcze mocno rockandrollowy wizerunek. Tu całkowicie go dekonstruuje.
Szczególnie polecam ją tym, którzy wylewają na muzyka liczny ostatnimi czasy hejt bo się źle zestarzał, bo poszedł do TV Republika, bo jak wielu polskich rockmanów jak się wyszalał, to całkowicie zdewociał i zdziadział, bo po udarze odleciał. O tym jak pięknie można się różnić i pozostać w dobrej komitywie, jest tu nieraz, chociażby w opowieści o relacjach z Korą.
Bardzo ładnie wydaną książkę (kolorowe zdjęcia!) uzupełnia lista ulubionych piosenek oraz ulubionych piosenek własnych – przygotowanych przez Muńka, ale i Żyłkę (tu oczywiście nie utwory własne, a muńkowe), gdzieś wcześniej dowiemy się też o ulubionych filmach, książkach, jedzeniu…
Zaczęliśmy od Zera, a skończę chyba Nobody’s Perfect, już z solowego dorobku:
Byłem głupi, byłem próżny
Beznadziejny i okrutny
Byłem wielki, byłem mały
Byłem czarny, byłem biały
Nikt tu nie jest przecież bez winy
Życie to sekundy, godziny
Spalmy czarną owcę z rodziny
Nobody’s Perfect
Hej poeci, hej pisarze
Hej kapłani, dziennikarze
Poczekajcie ze swym sądem
Każdy szuka każdy błądzi
PS. Obawiam się, że w efekcie tego, że Muniek może w zasadzie liczyć na osobną sekcję na swój temat na zanikających księgarskich półkach, mam obawy czy doczekam książki z typowo muzycznym podejściem do jego twórczości. A byłoby szkoda.