King! Muniek Staszczyk – autobiografia.
Rozmawia Rafał Księżyk
Wydawnictwo Literackie 2019
To drugi, po Muńku Grzegorza Brzozowicza, wywiad rzeka z liderem i założycielem TLove, wydany osiem lat później. Tym razem za przepytywanie tej jednej z najbarwniejszych postaci polskiej sceny rockowej zabrał się dziennikarz Rafał Księżyk, który swoją renomę wzmocnił wydanymi wywiadami – rzekami z Kazikiem Staszewskim, Marcinem Świetlickim czy Robertem Brylewskim. Muniek wydawał się naturalnym kolejnym wyborem, zwłaszcza, że w książce Brzozowicza zaprezentował się jako otwarty, szczery rozmówca, gotowy na podzielenie się swoją historią i publiczne rozliczenie. Z drugiej strony ryzyko było niemałe – tamta książka była dość szczegółowa, a historia Muńka mniej więcej do roku 1999 była wielokrotnie i dość szeroko opowiadana. Księżyk znalazł jednak swój klucz i wychodzi z tej próby zwycięsko.
Brzozowicz swój wywiad zamknął w 270 stronach, tu mamy sporo więcej – przy podobnym formacie stron jest aż 520. Zaczynamy od Czym się różnią Muniek i Zygmunt Staszczyk, nieco ogólnego i bieżącego spojrzenia na Muńka – lidera TLove,szybko jednak przechodzimy do w miarę chronologicznej wędrówki, przerywanej licznymi dygresjami. Znów zatem przerabiamy dzieciństwo i lata 80. Dla wielu będzie to powtórka z rozrywki, inni z kolei mogą narzekać na rozbudowany i dość bogaty w szczegóły opis tych czasów. Nie dziwię się jednak, że znów wchodzimy do tej rzeki. Muniek dorastał w ciekawych czasach. Pochodził z robotniczego częstochowskiego Rakowa, wchodził w dorosłość w okolicach stanu wojennego, w muzykę wciągnął się w czasach upadającej komuny, a największe sukcesy przypadły na jakże barwne i szalone lata 90. Już same opowieści o tych czasach są niesamowicie ciekawe, a kiedy dołączymy do tego kolorowe losy samego Staszczyka, który umiejętnie pociągnięty za język, ma znakomity dar opowiadania… Cóż, czyta się to po prostu znakomicie – nieważne czy to szersze spojrzenie, podsumowania czy prywatne historie o swoich rodzicach, szkole, podwórkowych historiach czy w końcu budowaniu muzycznej marki TLove Alternative i TLove.
Muniek zdecydował otworzyć się jeszcze mocniej. Niektóre historie, choć już wielokrotnie powtarzane przy innych okazjach, zyskują dodatkowe szczegóły, tematy wcześniej ledwie zarysowane, zasugerowane czy świadomie pomijane, pogłębione. Żartobliwie, mogę dodać, że nie wyłapałem też żadnych niespójności w opowiadanych historiach. Najciekawiej jednak robi się, kiedy wchodzimy w okres po roku 2000. To czas końca złotej, hedonistycznej ery, beztroskiego, zabawowego życia. W kontekście TLove rozpada się kumpelsko – imprezowe wcielenie zespołu, w kontekście życia prywatnego wokalisty pojawiają się duże kryzysy, terapie, poczucie bezsensu. U Brzozowicza te wszystkie problemy były zarysowane i opowiedziane dość ogólnie, tu wchodzimy w ich mocną wiwisekcję. Generalnie, im późniejsze lata, tym jest mroczniej, smutniej i dosadniej, łącznie z myślami samobójczymi. Znienawidziłem Muńka, znienawidziłem siebie w rock and rollu Staszczyk otwarcie opowiada o swoim kryzysie, napięciach w zespole, realiach polskiego rynku muzycznego, korpochałturach czy wpadnięciu w pułapkę zostania celebrytą – gadającą głową.
Wokalista pierwszy raz publicznie mówi o swoich zdradach (pamiątką jednej z nich pozostanie na zawsze utwór Stokrotka), ich wpływie na swoje małżeństwo i rodzinę i o tym jak udało się to przetrwać. Wyznaje też, że po odejściu Jana Benedka w 1993 roku, w chwili słabości, poprosił o napisanie piosenek Jana Borysewicza. Znów – czytelnik może być mocno zaskoczony jego otwartością dla niektórych być może wręcz – ekshibicjonizmem, niekoniecznie prowokowanym pytaniami Księżyka.
Warto podkreślić, że wywiad powstał kiedy TLove było w nieokreślonym zawieszeniu i powstawała druga solowa płyta wokalisty: Niech (TLove – dop. MW) się odleży. Na dzisiaj nie mam wizji TLove. Jeżeli wróci, to z solidną rockandrollową płytą żeby coś przypieczętować.
Czas ten naturalnie sprzyjał zatem pewnym podsumowaniom, w które Muniek wtedy ewidentnie wpadł. Czytelnik zyskał za to obraz spowiedzi artysty – do samodzielnej oceny i analizy. Dla wielu fanów z pewnością szokiem było zmierzenie się z ciemnymi stronami życia muzyka i zderzenia z idyllicznym obrazem beztroskiego życia rockandrollowej gwiazdy. Golem, ulepiony z kompleksów i narcyzmu, przez całe lata narastał na Muńku. Golem to ten, który wydzierał się na scenie, prężył się z nogą opartą o odsłuch. A po koncertach ta energia ze sceny wystrzeliwała go w różne miejsca i niegrzeczne historie – podsumowuje główny bohater.
Ci, zainteresowani głównie muzycznym aspektem twórczości Staszczyka, dostają znacznie więcej nieznanych faktów i smaczków, aniżeli wcześniej. Księżyk, doskonale orientujący się w twórczości muzyka, zadaje czasem nieoczywiste pytania i dopytuje o mniej znane utwory czy płyty. Sam Muniek, również między wierszami, sprzedaje wiele ciekawostek z kulis powstawania danych płyt i utworów, panującej atmosfery, ale i szczegółów technicznych czy kompozytorsko – tekstowych.
Ciekawa, odważna książka – mocna lekcja życia i solidna dawka historii oraz bogatych kulis polskiego (punk) rocka. Dość mocne obnażenie mitu beztroskiego życia rockandrollowej gwiazdy, konfrontacja z tytułowym królem (wziętym oczywiście z tytułu jednej z najważniejszych płyt w dorobku wokalisty). Koncerty i imprezy, uwielbienie i adoracja wielbicieli i wielbicielek wypełniają tylko chwile codziennego życia, z którym trzeba się mierzyć. Jak wielu artystów Staszczyk wpadł w pułapkę egocentryzmu i samouwielbienia. Tym bardziej trzeba docenić, że potrafił to dostrzec i solidnie siebie wypunktować, nie kryjąc krzywd wyrządzonych innym, swoich słabości, kryzysów, zwątpienia czy poglądów, nie przystających przecież rockandrollowcowi. Zygmunt Staszczyk rozlicza się z Muńkiem. Warto!
Jest też nieoczekiwane postscriptum – Muniek na ostatniej stronie pisze do czytelników krótką wiadomość, z łóżka londyńskiego szpitala, po wylewie… Sama książka miała swoją premierę 3 miesiące po tym wydarzeniu, w zasadzie na równi z solowym albumem.
PS. W przeciwieństwie do książki Brzozowicza, tu postarano się o ładne wydanie. Twarda okładka, porządny papier, sporo (oczywiście czarno-białych) zdjęć.
PS2. Co ciekawe, całość poświęcona jest pamięci Roberta Brylewskiego. Muzyka niezwykle ważnego dla Muńka, ale i bliskiemu Księżykowi.