Ja, Ozzy.

Ja, Ozzy. Autobiografia
Ozzy Osbourne, Chris Ayres
Wydawnictwo Telbit, 2010 (org. 2009)

6 out of 6 stars

Artykuł oryginalnie opublikowany na rockers.com.pl 11.11.2010 r.

Od lat Ozzy Osbourne mawiał, że nie napisze autobiografii, ponieważ ze względu na permanentne bycie pod wpływem alkoholu, narkotyków i wszystkiego innego, z przeszłości po prostu niewiele pamięta. A jednak w 2009 w oryginale, a w listopadzie 2010 roku w polskim tłumaczeniu ukazała się książką „Ja, Ozzy” (org. „I Am Ozzy”), napisana we współpracy z Chrisem Ayresem autobiografia muzyka. Do tych wypowiedzi Osbourne odnosi się już na początku książki, kiedy to pisze, że książka zawiera to, co zdołał wycisnąć z galarety, którą nazywa mózgiem. A zdołał wyciągnąć całkiem sporo…

Dla znających twórczość i styl bycia muzyka książka nie powinna być najmniejszym zaskoczeniem, czytając ją, po prostu słyszymy w uszach poszczególne zdania wypowiadane przez głównego bohatera. Charakterystyczne poczucie humoru, masa autoironii i prosty – dla niektórych wręcz rynsztokowy – styl wypowiedzi z masą przekleństw. Od razu warto też zaznaczyć – Ci fani, którzy oczekiwali historii dotyczących powstawania poszczególnych płyt czy utworów (szczególnie z okresu kariery solowej), ciekawostek i opinii Ozzy’ego o własnej twórczości czy muzykach, z którymi współpracował mogą się srodze rozczarować. Więcej przeczytają w książeczce The Ozzman Cometh. Naprawdę. Dość wspomnieć, że nazwisko Jake’a E. Lee pojawia się w bodajże jednym zdaniu, Zakk Wylde wspomniany jest ledwie kilkukrotnie, a z solowej kariery z tytułów wspomniane jest może z sześć albumów. Najwięcej poczytamy o Bobie Daisleyu – wiadoma sprawa (Daisley wielokrotnie procesował się z Ozzym o wynagrodzenie i tantiemy). Jeśli już pojawia się jakaś informacja o płycie czy utworze, to w większości przypadków jest ona fanom doskonale znana. „Ja, Ozzy” skupia się bowiem na życiu prywatnym Ozzy’ego – dzieciństwie w nędzy, próbach wybicia się z szarej beznadziei przemysłowego Birmingham na przekór wszystkiemu i przy braku jakichkolwiek perspektyw, a potem na niekończącym się paranoiczno-hedonistycznym maratonie ze wszystkimi możliwymi przyjemnościami i używkami świata.

Ozzy nie uznaje tematów tabu, ani żadnej cenzury. Wykłada kawę na ławę, bez specjalnego zażenowania ukazując największe brudy i upadki swojego życia, nie szczędząc także różnych intymnych szczególików. Homo sum, humani nihil a me alienum puto… Czytamy więc o tym jak kradł w dzieciństwie z kolegą jabłka, a gdy jedli co pewien czas trafiał się zgniłek i mieliśmy srakę, o tym jak odkrył, że penis nie służy tylko do sikania, po czym dodaje Waliłem konia jak wariat, nawet spać nie mogłem tylko grzałem gruchę. Wyznaje też Kiedy człowiek non stop wali w kocioł, życie staje się ciężkie. Przykładowo, zacząłem srać w spodnie. Przyznaje się do zdradzania obu żon, operacji plastycznych, poddaniu wazektomii… Nie szczędzi szczegółów niekończących się imprez, libacji i narkomaństwa, wyżywania się na zwierzętach i masy wstydliwych sytuacji, kiedy znalazł się na totalnym dnie. Nie jest bynajmniej z tego wszystkiego dumny – byłem potworem, przerażającym potworem.

Poznajemy jego historię od samego początku. Barwnie i dowcipnie Ozzy kreśli nam wizję ponurej rzeczywistości robotniczych rodzin w latach 50-tych i 60-tych. Czytając o szkolnych problemach, zerowych perspektywach, pracy przy testowaniu klaksonów i na najniższych stanowiskach w rzeźni, w końcu pobycie w więzieniu, z podziwem patrzymy na to co w życiu osiągnął. Wszystko to jest napisane tak barwnie i z taką ilością rozbrajających anegdot, że śmiech do rozpuku – gwarantowany.

To właśnie pierwsza część książki – opowiadająca o dzieciństwie i początkach kariery z Black Sabbath jest najciekawsza i zarazem najśmieszniejsza. Wspaniale obrazuje z jak wielkiej nędzy Osbourne się wybił i jak niebywałe towarzyszyło mu szczęście. Mamy tu też znakomicie przedstawioną historię klasycznego składu Black Sabbath… Druga część – która przedstawia dzieje Ozzy’ego po odejściu z macierzystego zespołu to przede wszystkim opis niekończących się ekscesów, alkoholowo-narkotykowo-seksualnych odlotów i wynikających z nich konsekwencji. Obok szerokiego opisu znanych afer i skandali czytamy też wiele pomniejszych zdarzeń, które i owszem – wzbudzają w czytelniku zażenowanie. To obraz totalnej degrengolady, opis życia degenerata, życiowe dno. Jak już wspomniałem wyżej – Ozzy nie kryje się z niczym. Ale i też przypomina to z wyraźnym niesmakiem i zawstydzeniem, żałując swoich czynów. Zresztą ta część książki pisana jest trochę z perspektywy dziś sam jestem dziadkiem. Czytając to wszystko, wierzyć się nie chce, że Ozzy wciąż jest z nami, nagrywa płyty i jest jak na swój wiek w bardzo dobrej kondycji fizycznej. Nie istnieje żadne racjonalne uzasadnienie, dlaczego wciąż żyję – podsumowuje…’

Oczywiście w całej książce co chwilę Ozzy wtrąca swoje życiowe bon-moty, rozbraja swoim poczuciem humoru i przedstawia poglądy na wszelakie życiowe sprawy.

Mamy do czynienia z książką nietuzinkową, ale niezwykle ciekawą. Myślę, że jest to lektura obowiązkowa dla każdego fana rocka, ale nie tylko. To przecież autobiografia jednej z najbardziej oryginalnych postaci współczesnej popkultury i świetny opis rockandrollowych realiów lat 70-tych i 80-tych. Nie ma co ukrywać, ikona hard rocka i heavy metalu to w obecnych czasach bardziej celebryta niż muzyk, stąd też i w książce mało szczegółów muzycznych. Większości czytelników wszak to nie zainteresuje…

Ze spraw technicznych – twarda okładka z obwolutą, troszkę zdjęć (większość dobrze znana fanom, ale i kilka unikalnych), ładnie wydane. Polecam!