T.Love, Gdańsk, Stary Maneż, 11.10.2025 r.

Setlista:

  1. Orajt
  2. I Love You
  3. Chłopaki nie płaczą
  4. 1996
  5. Jak żądło
  6. Wychowanie
  7. Motorniczy
  8. Jazz nad Wisłą
  9. Pochodnia
  10. Gnijący świat
  11. Lucy Phere 
  12. Bóg
  13. Autobusy i tramwaje
  14. Dni, których nie znamy (utwór Marka Grechuty)
  15. Ajrisz
  16. King
  17. Nie nie nie
  18. Potrzebuję wczoraj

Bisy:

  1. Jest super
  2. Warszawa 

Występ T.Love w gdańskim Starym Maneżu zyskał nieoczekiwanie wysokiej temperatury, kiedy kilka dni wcześniej okazało się, że szeregi grupy opuszcza Jan Benedek. Powtórzyła się zatem sytuacja z 1993 roku, kiedy gitarzysta – również po trzech latach – opuścił zespół w czasie trwającej trasy koncertowej. Gwoli ścisłości, tym razem kłótnia miała miejsce w czasie międzykoncertowej przerwy i poszło o sprawy niekoniecznie muzyczne, a formalne uporządkowania zasad działania grupy. Szkoda, aczkolwiek przyznam, że miałem wrażenie, że od dłuższego czasu coś wisiało w powietrzu, zwłaszcza kiedy czytałem ostatnie wywiady z Janem Benedkiem przy okazji – bardzo ciekawie zapowiadającego się – projektu BNDK, który znakomity gitarzysta realizuje wspólnie z synem. Tak czy siak, drogi Muńka i Jana rozeszły się po raz trzeci (jeśli wliczamy nie do końca udaną współpracę przy okazji płyty Muniek) i to w przeddzień nagrywania utworów na zapowiadaną na wiosnę 2026 album Orajt.  Powtórzę się – szkoda – bo tenże duet albumem Hau! Hau! udowodnił, że stać go na wiele. Plus że brudy wyprano wewnętrznie, a sam Benedek – z reguły dość ostry i bezkompromisowy – tym razem zachował nietypową wstrzemięźliwość. 

W trybie natychmiastowym do grupy powrócił Maciej Majchrzak – a zatem… zastępca Benedka z 1993 roku, w szeregach T.Love do 2017. W konsekwencji w Gdańsku mieliśmy okazję pierwszy raz oglądać skład T.Love, który funkcjonował w latach 1993 – 2007. Serdecznie przedstawiony na koncercie Majchrzak (z dedykowanym mu I Love You), bezproblemowo wszedł w zespół, w zasadzie oglądając ten występ miałem wrażenie, że nic się przez lata nie zmieniło. Ta sama sylwetka, słuchawki na uszach, te same, charakterystyczne ruchy, dobre zgranie z resztą ekipy. I takie samo trzymanie się nieco z boku? Skądinąd wiele utworów do nauki Majcher nie miał – Pochodnia i Orajt to jedyne zagrane utwory z okresu, kiedy był już poza zespołem. Także żadnej tremy u zainteresowanego i żadnych problemów ze zgraniem w ekipie.

A propos Orajt – na początek wypadło świetnie. Przyznam, że miałem sporo wątpliwości do tego numeru i dopiero ta pełna energii wersja koncertowa mnie przekonała, choć głównie swoją gitarową energią i transowością, bo Muniek miał średnie wejście w koncert. Wątpliwości co do formy rozwiał kapitalnym wykonaniem Jak Żądło, które nie było grane co najmniej od dekady, a które było istotnym punktem tegorocznych męskograniowych koncertach z Krzysztofem Zalewskim.

W tym roku, podobnie jak 3 lata temu, po nieudanym występie w festiwalu w Sopocie pojawiło się wiele głosów o słabej formie wokalnej lidera T.Love. Tutaj wszystko było orajt, w porównaniu do koncertów sprzed kilku lat, widać że wokalista doszedł do lepszej formy, a utwory wróciły do swojego nominalnego tempa. Pewnym stąpaniem po cienkim lodzie, jest na pewno charakterystyczny sceniczny popis Muńka z ostatnich lat z rozpryskiwaniem wody z ust w górę i za siebie. Patrząc na publiczność, wciąż tyle to zaskakujące, co i konfundujące, a dla niektórych zalatujące paździerzem. Ale, hej, to tylko rockandroll. A T.Love zawsze był swojskim zespołem. Czego tu się czepiać? 

Setlista to same hiciory, w zasadzie “the best of”  z dodatkiem granego od lat coveru Dni, których nie znamy Marka Grechuty.  Miłym zaskoczeniem było zagranie dawno na koncertach nie słyszanych Jest super i Jazz nad Wisłą. Największy szał publiki tradycyjnie przy Ajrisz i Potrzebuję wczoraj, gdzie znalazła się nawet chętna do rozkręcenia podscenicznego młyna młodzież.

Muzycznie wszystko zagrało znakomicie, jednak ciężko było nie odnieść wrażenia – mimo wszystko – pewnego rutyniarstwa czy wzajemnego zobojętnienia w zespole. Wielkiej chemii na scenie na pewno nie było.

Nie wiem jak jest z atmosferą w zespole, natomiast jeśli chodzi o publiczność nie miał prawa wyjść z Maneżu niezadowolony. Frekwencja mimo wysokich cen biletów również zadowalająca Tak trzymać Panowie!