Setlista:
- Orajt
- I Love You
- Chłopaki nie płaczą
- 1996
- Jak żądło
- Wychowanie
- Motorniczy
- Jazz nad Wisłą
- Pochodnia
- Gnijący świat
- Lucy Phere
- Bóg
- Autobusy i tramwaje
- Dni, których nie znamy (utwór Marka Grechuty)
- Ajrisz
- King
- Nie nie nie
- Potrzebuję wczoraj
Bisy:
- Jest super
- Warszawa
Występ T.Love w gdańskim Starym Maneżu zyskał nieoczekiwanie wysokiej temperatury, kiedy kilka dni wcześniej okazało się, że szeregi grupy opuszcza Jan Benedek. Powtórzyła się zatem sytuacja z 1993 roku, kiedy gitarzysta – również po trzech latach – opuścił zespół w czasie trwającej trasy koncertowej. Gwoli ścisłości, tym razem kłótnia miała miejsce w czasie międzykoncertowej przerwy i poszło o sprawy niekoniecznie muzyczne, a formalne uporządkowania zasad działania grupy. Szkoda, aczkolwiek przyznam, że miałem wrażenie, że od dłuższego czasu coś wisiało w powietrzu, zwłaszcza kiedy czytałem ostatnie wywiady z Janem Benedkiem przy okazji – bardzo ciekawie zapowiadającego się – projektu BNDK, który znakomity gitarzysta realizuje wspólnie z synem. Tak czy siak, drogi Muńka i Jana rozeszły się po raz trzeci (jeśli wliczamy nie do końca udaną współpracę przy okazji płyty Muniek) i to w przeddzień nagrywania utworów na zapowiadaną na wiosnę 2026 album Orajt. Powtórzę się – szkoda – bo tenże duet albumem Hau! Hau! udowodnił, że stać go na wiele. Plus że brudy wyprano wewnętrznie, a sam Benedek – z reguły dość ostry i bezkompromisowy – tym razem zachował nietypową wstrzemięźliwość.
W trybie natychmiastowym do grupy powrócił Maciej Majchrzak – a zatem… zastępca Benedka z 1993 roku, w szeregach T.Love do 2017. W konsekwencji w Gdańsku mieliśmy okazję pierwszy raz oglądać skład T.Love, który funkcjonował w latach 1993 – 2007. Serdecznie przedstawiony na koncercie Majchrzak (z dedykowanym mu I Love You), bezproblemowo wszedł w zespół, w zasadzie oglądając ten występ miałem wrażenie, że nic się przez lata nie zmieniło. Ta sama sylwetka, słuchawki na uszach, te same, charakterystyczne ruchy, dobre zgranie z resztą ekipy. I takie samo trzymanie się nieco z boku? Skądinąd wiele utworów do nauki Majcher nie miał – Pochodnia i Orajt to jedyne zagrane utwory z okresu, kiedy był już poza zespołem. Także żadnej tremy u zainteresowanego i żadnych problemów ze zgraniem w ekipie.
A propos Orajt – na początek wypadło świetnie. Przyznam, że miałem sporo wątpliwości do tego numeru i dopiero ta pełna energii wersja koncertowa mnie przekonała, choć głównie swoją gitarową energią i transowością, bo Muniek miał średnie wejście w koncert. Wątpliwości co do formy rozwiał kapitalnym wykonaniem Jak Żądło, które nie było grane co najmniej od dekady, a które było istotnym punktem tegorocznych męskograniowych koncertach z Krzysztofem Zalewskim.
W tym roku, podobnie jak 3 lata temu, po nieudanym występie w festiwalu w Sopocie pojawiło się wiele głosów o słabej formie wokalnej lidera T.Love. Tutaj wszystko było orajt, w porównaniu do koncertów sprzed kilku lat, widać że wokalista doszedł do lepszej formy, a utwory wróciły do swojego nominalnego tempa. Pewnym stąpaniem po cienkim lodzie, jest na pewno charakterystyczny sceniczny popis Muńka z ostatnich lat z rozpryskiwaniem wody z ust w górę i za siebie. Patrząc na publiczność, wciąż tyle to zaskakujące, co i konfundujące, a dla niektórych zalatujące paździerzem. Ale, hej, to tylko rockandroll. A T.Love zawsze był swojskim zespołem. Czego tu się czepiać?
Setlista to same hiciory, w zasadzie “the best of” z dodatkiem granego od lat coveru Dni, których nie znamy Marka Grechuty. Miłym zaskoczeniem było zagranie dawno na koncertach nie słyszanych Jest super i Jazz nad Wisłą. Największy szał publiki tradycyjnie przy Ajrisz i Potrzebuję wczoraj, gdzie znalazła się nawet chętna do rozkręcenia podscenicznego młyna młodzież.
Muzycznie wszystko zagrało znakomicie, jednak ciężko było nie odnieść wrażenia – mimo wszystko – pewnego rutyniarstwa czy wzajemnego zobojętnienia w zespole. Wielkiej chemii na scenie na pewno nie było.
Nie wiem jak jest z atmosferą w zespole, natomiast jeśli chodzi o publiczność nie miał prawa wyjść z Maneżu niezadowolony. Frekwencja mimo wysokich cen biletów również zadowalająca Tak trzymać Panowie!