BBC
reż. Ruaridh Connellan, Chris Vila, Paula Wittig
58 minut
Niemalże równocześnie dostaliśmy dwa dokumenty o ostatnich latach Ozzy’ego Osbourne’a. O ile poruszający No Escape From Now skupia się na pokazaniu upadku zdrowotnego muzyka, wraz z heroiczną walkę o powrót na scenę, chociaż na ten ostatni raz, to nakręcony pod szyldem BBC, Coming Home, skupiony jest na zupełnie innym temacie – przeprowadzki do Anglii na finalne lata życia. Nie jestem Amerykaninem, i nigdy nie chciałem nim być – mówi nam sam zainteresowany.
Osbournowie wracają do Anglii, do swojego domu w hrabstwie Buckinghamshire, jakąś godzinę drogi od Londynu (43 kilometry), i dwie od rodzinnego Birmingham (ponad 160 km), gdzie co prawda zamieszkali w 1993 roku, ale już większość XXI wieku spędzili w Los Angeles. Oboje mówią, że to właśnie to miejsce jest ich domem na ziemi, przywołując jednocześnie idylliczne wspomnienia z dawnych lat, gdy dorastały tam ich dzieci. W pewnym momencie dowiadujemy się, że po sprawdzeniu spraw przez córkę, Aimee (skądinąd nie są to trudne do znalezienia informacje), dom należał do zarządców szpitala dla umysłowo chorych, co bardzo spodobało się naszemu bohaterowi.
W tym przypadku oglądamy czas 2023 – 25. Siłą rzeczy wiele scen będzie podobnych, co we wspomnianym, drugim dokumencie. Ba, i tu mamy okazję pooglądać jak skutecznie Ozzy strzela z wiatrówki. Natomiast to znów, przede wszystkim, wypowiedzi rodziny (tym razem bez udziału Aimee, za to są wnuczki i wnukowie), i trochę scenek domowych (z typowym rodzinnym humorem – jeden z psów załatwia swoje potrzeby – obie – prosto do walizki Kelly), w tym z udziałem bliskiego przyjaciela z ostatnich lat, gitarzysty Billy’ego Morrisona.
Zasadniczą różnicą jest bardziej pozytywny wydźwięk i obraz całości. Widać, że obraz kręcono w momentach, gdy Ozzy był w lepszej formie fizycznej, a zwłaszcza psychicznej. Ale nie dajmy się zwieść, pierwotnie plan był na 10 odcinkowy serial, skończyło się na godzinnym filmie.
O chorobie jest powiedziane skrótowo, w formie ciekawostki pokazano rehabilitację z użyciem egzoszkieletu. Gdzieś pomiędzy mamy też krótkie przebłyski z domu z Anglii, gdzie trwa remont (z minimalną ekspozycją samego domu, nawet jeśli chodzi o pełen dziwacznych gadżetów “gabinet” Ozzy’ego), widzimy w końcu przygotowania do samej przeprowadzki.
W zasadzie twórcy skupili się na jej motywacjach, pokazując plany małżonków na zasłużony odpoczynek. Poznajemy też opinię dzieci, bardzo zżytych z rodzicami, którzy nie są zadowoleni, że ich dzieci będą się widzieć z dziadkami “góra dwa razy w roku”. Ozzy opowiada też o najsilniejszym bodźcu, stymulancie na świecie – scenie i byciu na niej.
Finalnie, pokazane jest przybycie na miejsce. Tu autorzy dokręcają śrubę, przedstawiając wyłącznie sceny – wyciskacze łez.
Za serce chwyci widza scenka wspólnego przeglądania rodzinnych zdjęć i olbrzymie wzruszenie Ozzy’ego, gdy opowiada o swoim ojcu. Dostajemy kolejny raz obraz rodzinnego szczęścia Osbournów. Nie sposób nie uśmiechnąć się, oglądając reakcję Ozzy’ego na prezentację Sharon koszulek przygotowanych na pożegnalny występ (przypomina się scena z The Osbournes sprzed latm, gdy Sharon zaprezentowała mężowi pomysł z puszczaniem baniek mydlanych na zakończenie koncertów).
Film wieńczą sceny nakręcone pięć dni po pożegnalnym koncercie. Ozzy zrelaksowany, spokojny, wspomina z Kelly poruszające wykonanie Mama I’m Coming Home i żałuje, że swój ostatni występ musiał dać na siedząco. Mówi zarazem: mogę przejść na emeryturę z czystym sumieniem.
To nasz ostatni rozdział – dodaje w jednej z kolejnych scen Sharon. Nie wiem, ile czasu będzie nam dane. Ale to nasz czas. Na co najbardziej czekasz – pyta męża. Na robienie absolutnie niczego – odpowiada tenże zrelaksowany, snując jednocześnie plany założenia warzywnego ogródka.
Na koniec Osbournowie całują się i wyznają sobie miłość. Słyszymy Mama I’m Coming Home i zaczynają się napisy.
Widz zostaje z filmem pokazującym, że Ozzy odszedł spełniony, szczęśliwy.
Taki to obraz – przedstawiający wyłącznie jasne strony życia, u jego schyłku. Idylliczny, pełen niemalże idealnej rodzinnej miłości. Ale o rodzinnych brudach z dawnych lat napisano i powiedziano aż nadto, sam Osbourne w swojej autobiografii nie krył się ze szczegółami, a i można sobie o nich posłuchać w filmie God Bless Ozzy Osbourne z 2011. A, o problemach z tych ostatnich lat, mamy przecież wspomniany na początku, drugi dokument. Więc może to i dobrze, że na pożegnanie tego wspaniałego muzyka dostajemy tak wyidealizowany obraz jego ostatnich lat.
W swoim domu Ozzy spędził niespełna dwa miesiące. Został pochowany obok świeżo stworzonego, przy okazji przeprowadzki, stawu, który z miejsca pokochał.