Ozzy Osbourne – No Escape From Now

Echo Velvet, MTV Entertainment Studios, Osbourne Media (2025)
reż. Tania Alexander
2h 3m

4 out of 6 stars

Do obejrzenia na SkyShowTime (listopad 2025).

Oglądam ten dokument i cholera, nie! Nadal nie wierzę, że Ozzy’ego już z nami nie ma

No Escape From Now przedstawia nam realia ostatnich sześciu lat muzyka. Ci, którzy kupowali bilety na koncerty w 2019 roku, mogą w końcu przekonać się, co kryło się za ogólnikowymi komunikatami tłumaczącymi powody kilkukrotnego przekładania, a w końcu skasowania całej trasy. Dostajemy brutalnie szczery obraz dlaczego muzyk już nigdy nie wznowił koncertowania. Na własne oczy przekonujemy się, w jakim stanie był Osbourne, jak i w zasadzie zapoznajemy się z historią medyczną jego ostatnich lat.

Żyłem rockandrollowo do 70-tki, a potem otworzyła się zapadnia – mówi bohater opowieści. A my widzimy, co stało się po 2 lutego 2019 roku, kiedy Ozzy upadł w łazience we własnym domu. Od tej pory zaczęła się litania chorób, operacji i – jak dosadnie sugeruje rodzina – błędów lekarskich, które ekstremalnie pogorszyły jakość życia muzyka.

Oto oglądamy schorowanego, wyniszczonego piętrzącymi się problemami zdrowotnymi muzyka, który walczy z bólem i tym fizycznym, i psychicznym. Idola, któremu metalowa publiczność jadła z ręki, odciętego od swojej największej pasji, w którym jakby nieubłaganie gasła chęć życia.  Któremu niesamowicie trudno pogodzić się z utratą kontroli nad własnym ciałem, a który jednocześnie wciąż potrafi zaskoczyć błyskotliwym bon motem czy rozbawić do łez swoim niesamowitym poczuciem humoru. I który zyskuje niesamowitego kopa, kiedy udaje się wciągnąć go w muzyczne aktywności.

Mówią, że za wszystko w życiu trzeba zapłacić swoją cenę. Osbourne w zasadzie nie miał sobie równych w rockandrollowym panteonie w kontekście hedonistycznego, nieskrępowanego niczym życia bez hamulców, dogadzania sobie we wszelki możliwy sposób, nie bacząc na nic czy nikogo wokoło. Można tworzyć mroczny wizerunek Księcia Ciemności, ale fani wiedzą, że prawdziwemu Ozzy’emu bliżej do szukającego ekstremalnych podniet, nie uznającego granic szaleńca – imprezowicza, jak go przedstawiono w filmie o Motley Crue – Brud, aniżeli mrocznego faceta w czerni.

Jak sam śpiewa w Ordinary Man, wielu jego przyjaciół kupiło bilet w jedną stronę. Jemu sprzyjało zdrowie, szczęście i opieka najbliższych, z żoną Sharon na czele, która każdego roku zyskiwała kolejne powody, żeby zakończyć ten związek, a jednak zawsze i do końca wspierała męża. I prowadziła jego karierę tak, że w zasadzie do końca pozostał na absolutnym szczycie. Kto pomyślałby, że Ozzy’ego wykończą tak naprawdę konsekwencje domowego upadku i prawdopodobnych błędów lekarskich. 

Osbourne’owie znów zaprosili nas do swego domu. Słuchamy wypowiedzi samego Ozzy’ego, Sharon, ich dwoje w duecie oraz ich dzieci – w tym unikającej do tej pory medialnego rozgłosu – Aimee. Głównie słuchamy nagrywanych rozmów, ale mamy też kilka scenek domowych, spośród których kilka wygląda na ujęcia naturalne, nieplanowane. Jak za czasów The Osbournes, widzimy też Ozzy’ego w swoim “gabinecie”, rysującego, kolorującego, ale i strzelającego z wiatrówki do celu we własnym ogrodzie.

To, co wybrzmiewa najmocniej, to olbrzymie pretensje rodziny o popełnione błędy lekarskie, przede wszystkim nieudaną operację kręgosłupa. Ten j*** konował odebrał mu możliwość poruszania się – mówi roztrzęsiony syn, Jack, po czym płacze.

Co nam pokazuje ten film? Że ból niszczy człowieczeństwo i w straszliwy sposób degraduje życie. Że na starość nie ma lekarstwa. Że nawet miliony na koncie, dostęp do najlepszych lekarzy, specjalistów nie uchowają nas przed błędami lekarskimi czy nie zagwarantują komfortowej jesieni życia. Wysłuchując litanię chorób Osbourne’a, skrupulatnie wyliczaną w zasadzie przez wszystkich najbliższych, jasno widzimy, że jego sytuacja, rozżalenie nie różni się niczym od historii starszych osób, które możemy poznać codziennie zaglądając do naszych przychodni. Te same problemy, to samo rozżalenie, ten sam strach… Mamy też zobrazowane jak wielką miłością rodziny był otoczony Ozzy. I jak wielką jego miłością była muzyka. Oraz Sharon. Jakże wymowny jest na końcu pean na jej cześć wygłoszony przez płaczącego Billy’ego Corgana.

Smutna rzeczywistość przełamywana jest pokazaniem muzycznych zdarzeń, które w tych latach miały miejsce. Nagrywanie dwóch płyt (niewiele o Ordinary Man, trochę więcej o Patient No. 9) i teledysku Gods of Rock and Roll – trochę wypowiedzi, symboliczne przebitki ze studia. Widzimy jak Ozzy znalazł więź z młodszym wszakże o 42 lata, producentem Andrew Wattem, który mówi: Kochamy się. Czasem poznajesz kumpla na całe życie. Tak było w tym przypadku, zżyliśmy się.

Ale oś filmu stanowi dość dramatyczna (i wydaje się, że niekoniecznie podkoloryzowana) walka o występy na scenie. Jednoutworowy na Igrzyskach Commonwealth w 2022 roku w rodzinnym Birmingham, wyjazd – tu tylko w roli obserwatora – na ceremonię przyjęcia muzyka do Rock and Roll Hall of Fame i w końcu najważniejsze, i chyba najbardziej dramatyczne – ostatni, pożegnalny koncert. Dwa ostatnie wydarzenia możemy poznać od kuchni, której odsłonięcie jest niewątpliwie jednym z największych atutów filmu. Jak się okazuje, to niemalże cud, że pożegnalny występ w Birmingham doszedł do skutku. Jakby mimo wszystkich jego przewinień – Opatrzność czuwała nad nim do końca. 

Czy jest tu coś, co zaskoczy fanów Osbourne’a? Na pewno to, jak wciąż niezabliźnioną raną pozostaje wyrzucenie go z Black Sabbath w roku 1979. Kiedy Watt pyta Ozzy’ego czemu na trasie promującej Never Say Die, stał z boku sceny, ten rozżalony odpowiada, że nie byłem w zespole słuchany, szanowany. Byłem najmniej ważny w kapeli, olewali moje pomysły, bo nie umiem grać na żadnym instrumencieTata nigdy nie pogodził się z wyrzuceniem go z Black Sabbath. Nie da się opisać słowami jak bardzo go tym zranili. To go zniszczyło, to byli jego bracia – dodaje Kelly. To było dla niego traumatyczne przeżycie – podbija Jack. Tym milej patrzeć jak w ostatnich latach znów rozkwitła przyjaźń Osbourne’a z Tonym Iommim.

Zaskoczeniem będzie też, że Ozzy oprócz… filmów o mordercach, II wojnie światowej i wojnie w Wietnamie oglądał przede wszystkim wywiady z Ronniem James Dio, który zastąpił go w Black Sabbath. Wedle Sharon, z powodu wyrzutów sumienia, że nie poznał go dobrze, że nie interesował się muzyką, jaka wtedy powstała.

Na początku myślałem sobie o czym te 2 godziny, to lekka przesada, ale seans zlatuje szybko. I jak słyszę, podoba się nie tylko fanom. Szkoda tylko, że sam pożegnalny występ, to osobna historia, która doczeka się osobnego filmu. Tutaj widzimy jajk Ozzy wyjeżdża na scenie, wita się ze zgromadzonymi i… przeskakujemy do scen z pogrzebu. 

Miałem okazję oglądać dobry, udany koncert w Krakowie w czerwcu 2018 roku. Widać było, że czasu nie da się oszukać, jednak magia wciąż była. Jak się okazuje, była to ostatnia możliwość ujrzenia muzyka w dobrej formie. Widząc co działo się później, trzeba przyznać, że to doprawdy cud, że w latach 2018 – 25 dostaliśmy od muzyka dwie, więcej niż solidne, płyty i dane mu było pożegnać się z nami na scenie, na swoich warunkach.