T.Love, Kryzys – Warszawa 26.11.2009 r.

Artykuł oryginalnie opublikowany na rockers.com.pl 06.06.2010 r.

Kto: T.Love, Kryzys (support: Komety)
Gdzie: Warszawa, Stodoła
Kiedy: 26.11.2009 r.

Zawsze lubiłem Muńka Staszczyka, zarówno jako muzyka jak i osobę. We wszelkich wywiadach można odczuć, że jest człowiekiem obdarzonym dużym dystansem do siebie i przede wszystkim do całego rockowego światka. Widać to również w muzyce T.Love – pełna poczucia humoru, omawiająca nierzadko trudniejsze problemy społeczne, bezkompleksowa, trafiająca do szerokiego grona odbiorców. Ciężko znaleźć w Polsce muzyka, który tak długo utrzymywałby się na szczycie i wydawałby płyty pokrywające się złotem – pod tym względem równać się z nim mogą jedynie Kazik Staszewski czy Paweł Kukiz, co wydatnie uzmysławia nam, który odłam muzyki rockowej trzyma się w Polsce najmocniej.

Nie oszukujmy się – dzisiejsza młodzież raczej nie słucha już dinozaurów jak Perfect czy Lady Pank. Są to zespoły jak na polską scenę wybitne, jednak czas robi swoje.

Na samym początku wystąpiły Komety, zespół powstały w 2003 roku po rozbiciu Partii. Sala była w dużej mierze pusta, większość osób siedziała jeszcze i rozmawiała w klubie, a Komety pogrywały dosyć niewyraźnie muzykę z pogranicza punka i alternatywy. Oczywiście garstka fanów obecna była pod samą sceną, jednak wyraźnie można było odczuć, że większość osób przyszła tu z innego powodu.

Po pewnym czasie zobaczyliśmy charakterystyczne okulary przeciwsłoneczne i weszła jedna z dwóch głównych gwiazd wieczoru. T.Love jest z pewnością ewenementem w polskiej muzyce jeśli chodzi o setlisty. Tak zróżnicowanego przekroju działalności zespołu, od samych początków istnienia, próżno się doszukiwać u innych artystów.

Pojawiło się wiele utworów trudno dostępnych lub oficjalnie niepublikowanych – Polskie Mięso, Bo Wiersze Kłamią, Nie Umieraj, był cover Maanamu Szare Miraże, były także Warszawa, Prawdziwe Życie, Autobusy i Tramwaje, King, Potrzebuję Wczoraj czy Bóg. Fantastycznie wypadł cover Radio Nowhere Bruce’a Springsteena, w wersji T.Love – Radio Badziewie.

Ciekawa była również kolejność występów – zaczął T.Love, po chwili dołączył się Kryzys, aby po chwili pozostać samemu, a następnie powrócił T.Love i dograł koncert samodzielnie do końca. Wszystko przebiegało bardzo płynnie, a czasy występów zostały właściwie rozłożone.

Nie zabrakło także odrobiny humoru: Muńkowi przekazano specjalny hełm za zasługi, co muzyk skwitował stwierdzeniem, że wygląda teraz jak nazi. Publiczność reagowała energicznie – z przodu rozkręcono spore pogo, a cała sala skakała i klaskała w rytm muzyki.

Występ można absolutnie zaliczyć do udanych, głównie ze względu na atmosferę i reakcje publiczności oraz ciekawą, zróżnicowaną setlistę. Obie gwiazdy wieczoru wypadły znakomicie – Kryzys zebrał równie wielkie brawa co T.Love i naprawdę, nie ma w tym żadnej przesady.