Artykuł oryginalnie opublikowany na rockers.com.pl 06.06.2010 r.
Kto: Kreator (supporty: Caliban; Eluveitie; Emergency Gate)
Gdzie: Warszawa, Progresja
Kiedy: 19.02.2009 r.
Kreator jest jednym z tych zespołów, które poszły „standardową” drogą grup thrash metalowych na przełomie wieków, to znaczy złagodziły i zmieniły brzmienie w latach 90-tych, aby powrócić do swoich korzeni w XXI wieku. Ten uproszczony schemat można by podpiąć pod większość gigantów thrashu – Kreatora, Exodusa, Megadeth, Testament, Metallikę czy nawet Slayera. Spośród tych nazw, to właśnie Niemcy mocno zatrzęśli sceną metalową swoim genialnym albumem Violent Revolution z 2001 roku. Mimo, że w następne dwa krążki wkradła się monotonia, to widać jednak było, iż są obecnie w bardzo dobrej formie. Z chęcią więc wybrałem się do Progresji, aby zobaczyć jedną z legend muzyki metalowej w dogodnych warunkach – wszak koncerty klubowe poza świetną atmosferą charakteryzują się również bardzo dobrą jakością dźwięku. Progresja oczywiście nie odstaje pod tym względem od innych klubów.
Na początek mieliśmy okazję usłyszeć aż trzy zespoły wprowadzające – Emergency Gate, Eluveitie i Caliban. Pierwszy z nich grał melodic death metal; drugi coś w rodzaju metalu celtyckiego, folkowego; zaś Caliban typowy metalcore. Ciężko powiedzieć coś dobrego o tych występach, poza napomknieniem o swojsko brzmiących melodiach Eluveitie, które posiadało nietypowe instrumentarium – flet, skrzypce, dudy… Połączenie tychże instrumentów z metalowymi gitarami przyniosło, powiedzmy, intrygujący efekt. Ciekawostką jest fakt, że pewien procent widowni przybył właśnie na Eluveitie, odpuszczając sobie występ Kreatora – widać, że w Polsce mają oni dosyć pokaźną (i zdolną do poświęceń) grupę fanów.
Jeśli chodzi o gwiazdę wieczoru – rzecz, która zrobiła na mnie największe wrażenie to samo show jakie zaprezentowali. Gra świateł, kolorów oraz plansze z tyłu sceny współgrały idealnie z muzyką, dając wrażenie naprawdę stuprocentowo profesjonalnego i zaplanowanego show. O ile w przypadku koncertu jakiegoś bluesmana nie byłoby to może wskazane, o tyle na koncercie heavy metalowym obraz może grać równorzędną rolę z muzyką, o czym zresztą przekonaliśmy się na występie Petrozzy i spółki.
Setlista występu była praktycznie bez zarzutu, utwory klasyczne wymieszano z kawałkami promującymi ostatnie płyty, znalazło się więc miejsce zarówno dla Extreme Aggressions, People of the Lie, Betrayer oraz Riot of Violence, jak i dla Violent Revolution, Enemy of God, Voices of the Dead i Hordes of Chaos. Na bis usłyszeliśmy Flag of Hate (przy którym Petrozza zabawiał się z publiką) oraz Tormentor. Petrozza poza wstępem do Flag of Hate odzywał się kilkukrotnie, prezentując raczej „odgrzewane” teksty, jednak idealnie rozgrzewał publikę do zabawy – były m.in. pytania o religijność Polaków, oczywiście przed Enemy of God.
Publika niestety, poza kilkoma pierwszymi rzędami nie była specjalnie skora do szaleństw, co jednak na polskich koncertach przestaje powoli dziwić. Entuzjazm udzielił się większości, jednak już nawoływanie Petrozzy do pogo, spotkało się niemal z zerowym odzewem. Jako porcja porządnego „kopa” występ Kreatora sprawdził się bezbłędnie, nawet mimo braku wielkich wzlotów artystycznych. Na pewno warto było pójść na ten koncert, chociażby dla samej zabawy i faktu zobaczenia legendy na żywo. Pozostaje życzyć sobie, aby tak udanych imprez odbywało się w naszym kraju znacznie więcej.