Artykuł oryginalnie opublikowany na rockers.com.pl 31.07.2010 r.
Kto: Budka Suflera
Gdzie: Kalisz Pomorski, Stadion Miejski
Kiedy: 24.07.2010 r.
Setlista:
- Sen o Dolinie
- Twoje Radio
- To Nie Tak Miało Być
- Bal Wszystkich Świętych
- Zostań Jeszcze
- Za Ostatni Grosz
- Rock’N’Roll Na Dobry Początek
- Nie Wierz Nigdy Kobiecie
- Noc Komety
- Jolka, Jolka Pamiętasz…
- Jeden Raz
- Sięgnąć Gwiazd
- Tango Milonga
- Takie Tango
- Cisza Jak Ta
- Jest Taki Samotny Dom
- Piąty Bieg
Bez bicia przyznaję, że szczeciński, lipcowy koncert Budki Suflera… przegapiłem. Wstyd i hańba. Legenda polskiego rocka, a prywatnie jeden z moich ulubionych zespołów, z gościnnym udziałem dwóch wychowanek Romualda Lipki, a więc Urszuli i Izabeli Trojanowskiej, w moim rodzinnym mieście – a mnie tam zabrakło. Żal okropny.
Nietrudno więc wyobrazić sobie mą radość, gdy krótko po tym niechlubnym wydarzeniu wpadł mi w ręce plakat promujący występ Budki w pobliskim Kaliszu Pomorskim. I co z tego, że nazwa tejże imprezy to „Jarmark nad Jeziorem Ogórkowym”? Szczególnie, że poza ekipą z Lublina miał wziąć w niej udział zespół Piersi (relacja w osobnym artykule). Festyn ogórkowy zapowiadał się więc ciekawie – i taki w istocie był.
O ile w piątek Kukizowi i Piersiom udało się jakoś przegonić czarne chmury wiszące nad Kaliszem, o tyle w sobotę nie obyło się bez intensywnych opadów. Deszcz lał rzęsiście, do tego dość mocno wiało. Zła pogoda nie spłoszyła jednak sympatyków Budki Suflera, którzy, wyposażeni w parasole i płaszcze, licznie stawili się na Stadionie Miejskim.
Koncert gwiazdy wieczoru (wcześniej na scenie zaprezentował się zespół Outbreak, który zagrał m.in. Wannabe z repertuaru… Spice Girls) rozpoczęła nieśmiertelna przeróbka przeboju Billa Whitersa – Ain’t No Sunshine, a więc Sen o Dolinie. I pierwsza myśl: potężny głos Krzysztofa Cugowskiego, mimo 60-ciu lat na karku, ciągle robi ogromne wrażenie. A może nawet jest jeszcze lepszy niż kiedyś?
Wokalista śpiewał z ogromną lekkością, widać było, że nawet najbardziej wymagające partie (a takich przecież w utworach Budki co niemiara) nie sprawiają mu na żywo żadnych trudności. Dalej zabrzmiały kolejne hity: Twoje Radio, To Nie Tak Miało Być, entuzjastycznie przyjęty Bal Wszystkich Świętych oraz piosenka z wydanej w zeszłym roku, najnowszej płyty zespołu – Zawsze Czegoś Brak.
Wykonanie Zostań Jeszcze, bo tak brzmi tytuł wspomnianego utworu, nie powaliło na kolana. Podobny los spotkało Sięgnąć Gwiazd. Szkoda, że Budka coraz bardziej zanurza się w muzyce poprockowej. Co prawda bardzo melodyjnej i zapadającej w pamięć, na jakimś tam poziomie – nie mającej wiele wspólnego z papką serwowaną nam przez większość rozgłośni radiowych, jednak mimo wszystko – muzyki dość nijakiej.
Komercyjny wizerunek Budki Suflera materializuje się również bezpośrednio na scenie. Kręcące biodrami, pasujące bardziej do stylistyki disco, a nie rocka, chórzystki oraz dodatkowy zestaw perkusyjny (obsługiwany przez kolejną dziewoję) dobry na koncerty akustyczne, lecz nie na mocne, gitarowe szoł, nie dodawały zespołowi animuszu.
Warto wspomnieć, że w kaliskim koncercie Suflerów wzięli również udział dwaj dawni wokaliści grupy – Felicjan Andrzejczak i Romuald Czystaw. Romuald Lipko zapowiedział ich co prawda jako gości specjalnych, jednakże nie od dziś wiadomo, że od jakiegoś czasu występują oni z Budką praktycznie zawsze i wszędzie. I dobrze.
Bo po pierwsze – dzięki nim mamy okazję słyszeć starszy (i zarazem ciekawszy) repertuar formacji, a po drugie – Czystaw, mimo że w zasadzie pozbawiony głosu, odświeża nieco skostniały wizerunek zespołu, którego członkowie niemal przez cały koncert tkwią w bezruchu. Artysta, w przeciwieństwie do nich – skacze, zabawia publiczność, żartuje.
A Andrzejczak? Cóż… fajnie pobujać się przy nieśmiertelnej Jolce i pomachać głową w rytm potężnej Nocy Komety. W ostatniej części koncertu zabrzmiały kolejne klasyki Budki Suflera, już z Cugowskim za mikrofonem. Takie Tango, Cisza Jak Ta, a przede wszystkim Jest Taki Samotny Dom wypadły znakomicie. Przy czym ten ostatni zmiótł wszystko z powierzchni ziemi. Jego refren, czego nie można usłyszeć w wersji studyjnej, jest naprawdę ciężki.
Warto było moknąć przez nieco ponad godzinę choćby tylko dla niego. Szkoda, że zabrakło innych pozycji z Cienia Wielkiej Góry – z pewnością zabrzmiałyby one równie dobrze. Szkoda tym bardziej, że Budka zwykle gra na żywo utwór tytułowy z tegoż krążka.
A propos czasu koncertu – był on niezwykle krótki. Zespół zagrał zaledwie 17 piosenek, których tytuły, a przynajmniej kilku z nich, pozostawiały wiele do życzenia. No bo czy grupa, która obecnie świętuje swoje 35-te urodziny, mająca na koncie tak wiele wspaniałych albumów, powinna sięgać po kompozycje, takie jak Tango Milonga? Zabrzmiało nieźle, niemniej jednak – na takie rzeczy po prostu szkoda czasu.
Zdaje się, że w powyższym tekście nie udało mi się właściwie zbalansować liczby zachwytów i narzekań, poświęcając więcej miejsca tym drugim. Nie wynika to jednak z tego, że występ Budki Suflera nie przypadł mi do gustu. Wręcz przeciwnie – oceniam go bardzo wysoko.
Zdaję sobie jednak sprawę, że zespół stać na znacznie więcej. I, mimo że muzycy zagrali bezbłędnie, a Cugowski śpiewał nieziemsko – po kaliskim koncercie pozostał niedosyt. To już drugi raz – kilka lat temu, po innej imprezie z udziałem ekipy z Lublina, miałem podobne odczucia. Kto wie, może do trzech razy sztuka?
Tymczasem, pozostaje oglądanie zapisu wideo jubileuszowego koncertu Budki z Sopotu z 1994 roku. Cud, miód i orzeszki – polecam. Nie tylko sympatykom grupy.